Pod koniec lat 80-tych, dla dziewczynek Barbie była symbolem luksusu. W polskich sklepach można było dostać, co najwyżej, jej plastikową podróbkę. Niestety, zgrzewy plastiku na nogach i rękach boleśnie przypominały, do jakiej klasy ekonomicznej należą Twoi rodzice. W dodatku plastik ten był na tyle miękki, że owe nogi, ręce, wypadały przy każdej próbie zmiany ubrania. A z czasem, od nieustannego wkładania, wyrabiały się na tyle, że wypadały same.

Włosy tej nieudolnej Barbie też były jakieś nie takie, szorstkie, plastikowe… … Wyglądały pięknie w pudełku, lecz zaraz po wyjęciu okazywały się smutną atrapą – nasza Barbie była niemal łysa. To była zazwyczaj pierwsza i bolesna lekcja ciemnej strony marketingu.

Barbie była wielką strojnisią! Ta prawdziwa miała ubranka na każdą okazję – do kina, na piknik w zestawie z pięknym pledem i koszem, strój do lepienia bałwana z nausznikami, bikini, strój fitness z zestawem rolek.
Ale znowu – nie było do dostępne dla większość z nas, zwykłych śmiertelniczek. Jeżeli nasze mamy miały zdolności krawieckie, mogłyśmy nadrobić braki w garderobie, ale czym zastąpić brak rolek?

Prawdziwa Barbie to była zupełnie inna liga. Jej ciało nie było jakimś tanim plastikiem pustym w środku! Co to, to nie! Wystarczy powiedzieć, że nogi Barbie zginały się w kolanach (w wersji deluxe zginały się nawet ręce!), dlatego zmiany ubrań nie stanowiły dla niej problemu. Podobnie jak zmiana pozycji – jej marna kopia mogła, co najwyżej, stać…

Było to trochę smutnym odzwierciedleniem obrazu kobiet z okresu PRL. Też pragnęły wyglądać pięknie, ale nie miały ani wzorców do naśladowania, ani środków ku temu. Nie było Red Lipstic Monster, od której mogłyby się uczyć, jak dobrać odcień podkładu, bo i nie było wyboru podkładów. Był fluid – tłusta maź, bo nikt wtedy nie słyszał o tym, że cera może był sucha, tłusta czy mieszana. Nie było maskar podkręcających czy wydłużających rzęsy (o metodzie przedłużania rzęs 1:1 nikt nawet nie śnił). Tusz nakładało się na specjalną szczoteczkę, przypominającą grzebyk do rozczesywania rzęs, wprost z tubki (miała wielkość dzisiejszego kleju do rzęs). O cieniach „nude” nikt nawet nie słyszał, ale nawet gdyby były, pewnie żadna z kobiet by po nie sięgnęła. Pospolitości i zwykłości miały aż nadto. Królowały zielenie, błękity, nakładane z rozmachem na całą powiekę. Całości dopełniała czarna kredka na linii wodnej.

Prym wiodły sprzedawczynie z Pewexu i Baltony. Rolę trensetterek, a co za tym idzie, poczucie wyższości nad zwykłym szarym plebsem, dawał im dostęp do zachodnich kosmetyków. Większość Polek, które zmuszone były cerować swoje rajstopy w kolorze opalonym (alternatywą były tylko czarne lub białe), bo był to towar tak deficytowy, że zajmował pierwsze miejsce na liście wymarzonych prezentów, żyła w smutnym poczuciu gorszości…
Na początku lat 90 z pomocą polskim kobietom przyszedł serial Dynastia. Przez ponad 3 lata całe rodziny zasiadały niemal każdego popołudnia przed telewizorem, by solidaryzować się z biedną Kristle i złorzeczyć na Alexis, co odcisnęło swoje piętno na trendach modowych Polek. Każda szanująca się elegantka nosiła na głowie tapir, na ustach wyrazistą szminkę i bliżej nieokreślone różowe plamy na policzkach („prototyp” konturowania).

I gdzieś tam, skryte w rogu tej rzeczywistości, obserwujące mamę lub babcię, która w fartuchu podawała schabowego z kapustą, a potem w tymże fartuchu i laczkach biegła na drugą stronę ulicy, żeby zrobić sobie trwałą, byłyśmy my…

Barbie, Alexis, Kristle, a potem jeszcze wiele innych kobiet z ekranu, pokazywało nam, że gdzieś istnieje ten lepszy świat… Świat, w którym kobiety są szczupłe, wysportowane, mają piękne ciało, modne gadżety i wspaniałe życie.

Kiedy patrzę na dzisiejszą ulicę, Instagram, świat portali plotkarskich – widzę, jak dobrze odrobiłyśmy tę lekcję. Już nie biegamy w fartuchu do fryzjera, by zrobić mokrą włoszkę dwa razy do roku. Stać nas na to, by korzystać z tych usług co miesiąc. Pięknie wyrysowane brwi, których kiedyś mogłyśmy Barbie zazdrościć, dziś może mieć każda z nas. Podobnie jak rzęsy, piękne zadbane paznokcie i szafy pełne ubrań. To wspaniały czas dla kobiet. Każda może poczuć się piękna.

Choć dziś rolę Aleksis, Kristle i Barbie przejęły tzw. gwiazdy i celebrytki, już nie dzieli nas przepaść. Jedno tylko się nie zmieniło… Wciąż, to, co na zewnątrz jest dla nas najważniejsze. Nasze zdrowie i nasz wpływ na nie, nadal pozostają na drugim planie. Wprawdzie coś się zmienia, nasza świadomość rośnie, jednak tylko o tyle, o ile jest to modne.
Czas na uzupełnienie rzęs, nałożenie hybryd, wizytę u fryzjera znajdziemy zawsze. Na zdrowy posiłek niekoniecznie. Ale hello! Barbie nigdy się nie zestarzała, nie chorowała… Miała wprawdzie pięknie urządzoną kuchnię, ale czy ktokolwiek widział, żeby gotowała? Gotowały za to nasze mamy i babcie, ale to te od fartucha…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o