To była świetna impreza. Wszyscy wyszli, a Ty zostałaś sama z tym całym bałaganem. Doprowadzenie mieszkanie do jako-takiego porządku zajęło Ci ponad dwie godziny… Nie było łatwo – wyniosłaś butelki („bo kiedy nie ma dzieci w domu…”), włożyłaś resztę jedzenia do lodówki, załadowałaś naczynia do zmywarki, to, czego nie można było tam upchnąć, umyłaś ręcznie. Umyłaś blaty, zlew, podłogę, potem przyszedł czas na salon. Kiedy skończyłaś i gasiłaś światło, miałaś poczucie, że wszystko jest tak, jak trzeba…

Ale za tydzień jest kolejna okazja. Przyjęcie niespodzianka dla przyjaciółki. Gdzie? No u Ciebie, bo jest tak miło, przyjemnie, dużo miejsca. I znowu „jest fajnie” „są chipsy – jest impreza”, są toasty, pyszne jedzenie, aż żal się rozstawać.

Goście niechętnie zbierają się do wyjścia o trzeciej nad ranem. Ty – zamykasz za nimi drzwi, odwracasz się, zerkasz na salon, na okruchy, brudne naczynia, butelki, szklanki, kubki, puste opakowania i…. O cholera! Jak to się mogło stać? Przecież tydzień temu wszystko tak dokładnie posprzątałam! 🙂

Nie zrobisz tego, prawda? Bo już nie jesteś małą dziewczynką, rozumiesz związek przyczynowo-skutkowy. Była impreza – musi być bałagan.

Tak samo jest z dietą. Możesz mieć najlepszą dietę świata, ale JEŻELI NIE NAUCZYSZ SIĘ ZDROWO JEŚĆ, to efekt jojo będzie naturalną konsekwencją powrotu do starego stylu życia. On naprawdę nikogo „nie dopada”.

Dlatego uważam, że zmiana diety – bo będę przypominać do znudzenia, że zawsze na jakiejś jesteś –  musi polegać na kompromisie pomiędzy tym, jak żywicie się Ty i Twoja rodzina, a zasadami zdrowego stylu życia. I powoli, we właściwym dla Was tempie, może ewoluować w tę drugą stronę.

Ostatnio usłyszałam rozmowę dwóch pań:
– i wiesz, najpierw mam w jednym tygodniu ogórek, jogurt naturalny i otręby, a potem jest zmiana.

Hm… Czy to jest dobra dieta? No cóż, jeżeli ktoś ma ochotę żywić się tak do końca życia…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o