O jak ja nie cierpiałam wuefu! Pierwszą, i długo jedyną jedynkę dostałam w czwartej klasie za… serwowanie. Nie mogłam trafić ręką w piłkę, a co tu dopiero przerzucić ją przez siatkę!

Dostawałam zawału serca za każdym razem, gdy nauczycielka kazała nam biegać. Mowa oczywiście o dystansie do 500 m – każdy większy musiałam już przejść.

Do końca podstawówki nie potrafiłam przeskoczyć przez kozła, więc zawsze, ku uciesze gapiów – lądowałam na nim. Co do skrzyni – do dziś trudno mi uwierzyć, że skok „rozkroczny” jest naprawdę możliwy do wykonania przez zwykłego śmiertelnika.

Stanie na rękach? Trzeba mnie było złapać za nogi, utrzymać kilka sekund przy drabinkach, żebym mogła dostać zaliczenie na żałosną tróję.

W grach zespołowych zawsze byłam wybierana jako jedna z ostatnich (z tego miejsca dziękuję mojej koleżance Sylwii z liceum – tylko dzięki jej dobroduszności zdarzało się, że jednak nie byłam ostatnia). A w ostatnich latach szkoły po prostu miałam zwolnienie z wuefu (ach, te dawne czasy, kiedy wszystko było możliwe….)

I choć próbowałam wielu, a raczej wieeeeeelu form ruchu (od aerobiku, przez kickboxing, bieganie, ćwiczenia na siłowni), w żadnej nie potrafiłam zbyt długo wytrwać, wszystkie były zbyt monotonne. Były jak gorzkie lekarstwo, które trzeba było połknąć, żeby nie chorować…

W końcu wpadłam na pewien pomysł…. Co się robi z gorzkim lekarstwem, kiedy jest nie do połknięcia? Trzeba sprawić, by było bardziej znośne… Trzeba je…. posłodzić 🙂

Więc ja postanowiłam „posłodzić” moje treningi. Ponieważ dla mnie najlepszą formą ruchu okazał się trening fitness z obciążeniem (co nie znaczy, że musi też być idealny dla Ciebie), postanowiłam umilić sobie czas, który spędzam trenując.

W ten sposób podczas treningów wysłuchałam dziesiątek wykładów SWPS (mojej obecnej uczelni), przesłuchałam dziesiątki audiobooków, a czasem, kiedy mam taki okres, że dużo się dzieje, i już naprawdę (NAPRAWDĘ!) bardzo mi się nie chce ćwiczyć – łączę trening z … serialem.

Jak to wygląda  w praktyce? Rozkładam zdezelowaną matę, z której kot mojej córki uczynił sobie drapak. Wyciągam hantle kupione 100 lat temu. Na tablecie odpalam trening, a na komórce serial. I nawet nie wiem kiedy, kończę drugi sezon serialu i nie mogę się doczekać kolejnego treningu, bo po kilkudziesięciu odcinkach nadal nie wiem, kto zabił Scotta Lockharta z The Affair 🙂

Bez względu na to, jaki trening najlepiej pasuje do Ciebie, znajdź sposób, byś nie mogła doczekać się kolejnego 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o