Jak (nie)przytyć w Święta – krótki nieporadnik dietetyczny

Czy Ty też należysz do tych kobiet, które każdego roku w okolicach 20 grudnia stają w szranki po tytuł najlepszego organizatora / menedżera / zaopatrzeniowca /  kucharza / dekoratora wnętrz / cukiernika / wróżki chrzestnej w jednym?

Już każda z tych rzeczy osobno byłaby dość wyczerpująca. Ale co to dla Ciebie! Ty jeszcze wyszorujesz podłogę, upierzesz firanki, wypucujesz żyrandol, tak, że niech się chowa ten w Pałacu Prezydenckim. Do 3 w nocy będziesz lepiła te uszka, pierogi, kroiła warzywa na sałatkę i modliła się, żeby bigos wyszedł. Bo ta kapusta jakaś taka….

Ciasta musi być więcej, bo przyjeżdża rodzina męża. Sernik, makowiec, wiadomo, ale jeszcze jakieś babki, fale dunaju… Ostatecznie tak się apomniałaś, że pie…ś  babeczki do święconki.

Nie no pewnie, że rodzina Ci pomaga. Przecież Heniek karpia przyniósł i oskrobał nawet. A syn jak go poprosiłaś, to przerwał grę (po czwartej prośbie) i poszedł po rodzynki, kiedy Ci zabrakło. No wprawdzie w najbliższym sklepie nie było, więc musiałaś pójść sama, ale starał się przecież…

W wigilię wstajesz wcześniej od wszystkich i cichutko (no niech sobie dzieciaki pośpią, wolne mają przecież) robisz jeszcze ostatnie dania, żeby były na świeżo, niewiele, raptem z trzy, cztery rzeczy… Schodzi do 14, bo podłoga i łazienka same się przecież nie umyją… W tym czasie po raz piąty odpowiadasz synowi, że wigilia będzie o 17… Właśnie, dzieci. Nie, no pewnie, że pomagają! Choinkę ubrały, i zmieniły żwirek kotu. No Heniek też przecież nie siedzi, auto był umyć (rzecz niezbędna przy wigilijnym stole) i coś wspominał, że powietrza w jednym kole mało i pojedzie sprawdzić… Ale on to się do kuchni nie tyka. Mówi, że jego Pysia gotuje najlepiej na świecie.

W końcu 15.15… już prawie gotowe… Nakrywasz stół. Cholera, skąd ta plama na obrusie?! Szukasz innego, jesteś pewna, że gdzieś tu był… Wyciągasz deskę, żelazko, prasujesz… 15.25. Matko Święta! Zapomniałaś zapakować jednego z prezentów! Papier, nożyczki, taśma (gdzie jest taśma?!), wstążka… 15.40 – czas na szybki prysznic…

– Mamooo, kiedy będzie kolacja, jestem głodna! Zrobisz mi kanapkę?

Kanapka. Pewnie że zrobisz. Mąż już jest. Z kołem niby ok, był sprawdzić. No wie, że tu by się bardziej przydał, ale jak pojedziecie w pierwsze święto do Twojej matki, to woli być pewien. I zatankować trzeba było.

15.50. Prysznic. Jeszcze nie zdążysz się wytrzeć, kiedy słyszysz spod drzwi

– Pysiu, a ten barszczyk ma się tam długo gotować?

Cholera, barszcz, zapomniałaś!

– Mamoooo, no kiedy ta wigilia?

16.00. Z żalem patrzysz na maseczkę, którą kupiłaś specjalnie na tę okazję.

Miałaś taką wizję, że tym razem będzie inaczej. Że zaplanujesz wszystko dużo wcześniej. Że rozdzielisz zadania – bo nie jesteś służącą, ale menedżerem we własnym domu. Że to, co się da, przygotujesz wcześniej. Że wigilia będzie miłym dniem dla WSZYSTKICH. Że wyśpisz się, a po przebudzeniu włożysz skarpetki z reniferem, mąż poda Ci kubek aromatycznej kawy i będziecie mieli jeszcze rano chwilę dla siebie. Przejrzysz FB, zobaczysz co tam na Babskiejdiecie, ze spokojem napiszesz świąteczne życzenia i ustawisz godzinę wysłania. Że wstaniesz, włączysz świąteczną playlistę i przy dźwiękach „have yourself a merry little christmas” zrobisz się na bóstwo. Że będziesz wyglądać jak na świątecznej reklamie biżuterii W.Kruk – spokojna, dostojna, zrelaksowana. Że osobiście zatankujesz wcześniej auto, i każesz mężowi upewnić się, że kołami, klockami, akumulatorem, świecemi etc. wszystko ok na tydzień przez świętami. Że kiedy już przyjadą teściowie, Ty otworzysz im drzwi niczym Małgosia Rozenek w roli Perfekcyjnej Pani Domu…  Poprowadzisz ich do nakrytego pięknie stołu (niech się chowa ze swoimi nakryciami Ula Pedantula!), gdzie przy każdym z porcelanowych nakryć stać będzie choinka z serwetki, którą samodzielnie złożyłaś. Teściowa pochwali (Pysiu, jak pięknie to zorganizowałaś!). Teść zagra z synem w szachy, babcia poczyta córce Opowieść Wigilijną, mąż w fartuszku będzie smażył rybę, a Ty będziesz mogła nacieszyć się tą chwila sielanki…

Nic z tego. Chowasz maseczkę. Może w Sylwestra zdążysz nałożyć…
Suszysz szybko włosy, nakładasz w tempie światła makijaż (i po co oglądałaś te tutoriale makijaży świątecznych? Z resztą, tych sińców pod oczami i tak nic nie zakryje), wkładasz sukienkę i wracasz na posterunek.

Teściowe przychodzą o 16.40. Lubią być wcześniej.

Mąż się aktywizuje, pomaga z zanoszeniu potraw na stół. W końcu siadacie do kolacji. Z ulgą patrzysz na swoje dłonie – uff, jak to dobrze, że wymyślono hybrydy!

Opłatek, kolacja, 1,5 godziny później znowu jesteś w kuchni. Pakujesz naczynia do zmywarki. Kroisz ciasto. Mąż znowu pomaga – zanosi słodkie na stół… W telewizji leci Kevin, dzieci grają na nowej konsoli, teść siedzi niezadowolony (nie lubi świąt), Ty zabawiasz teściową rozmową.

I co? Myślisz, że po tym wszystkim powiem Ci:
– Postaraj się nie jeść sernika, zamiast tego wybierz waniliowy twarożek i dodaj rodzynki.
– Zamiast ulubionych pralinek zjedz czekoladę min. 80%.
– Kiedy goście wyjdą zrób 50 brzuszków.
– Wstań następnego dnia rano i zrób krótką przebieżkę.

Nic z tych rzeczy Kochana!
Dla własnego zdrowia psychicznego wybierz NAJWIĘKSZY kawałek sernika.
I jeszcze przygotuj sobie DYŻY kieliszek do wina… Będzie Ci potrzebny 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o