Na początku były tylko moje własne doświadczenia i moja wiedza terapeuty pedagogicznego, która przypominała mi, że najważniejsze w zmianie jest wykorzystanie naszych zasobów, korekcja tego co złe, poprzez kompensację tym, co dobre…

Potem przyszedł zachwyt ideą samorozwoju, kursy, szkolenia, praca nad sobą i długo wyczekiwany efekt. W międzyczasie były studia dietetyczne, na których kazano liczyć gramy spożytego białka, węglowodanów i tłuszczu i uczono układania diet. To ważna i potrzebna wiedza, ale w mojej głowie ciągle pojawiały się myśli niezgody… Czy to możliwe, że na Ziemi żyje ponad 7 mln gatunków zwierząt i żadne żyjące w naturze zwierzę nie ma nadwagi i otyłości – poza człowiekiem, któremu każe się liczyć kalorie?

Kiedy pisałam pracę dyplomową z żywienia dzieci w wieku wczesnoszkolnym, a w takim wieku był wtedy mój syn, jako dietetyk byłam dumna z ułożonego jadłospisu, jako matka wiedziałam, że choć w moim domu je się zdrowo, nie ma szans, by moje dziecko jadło w taki sposób…

Kilka miesięcy temu z lekką obawą tworzyłam Babskądietę, bo chciałam postępować inaczej, iść pod prąd. W tym samym czasie rozpoczęłam studia psychodietetyki na SWPS w Poznaniu. Kiedy na pierwszym zjeździe usłyszałam „zapomnijcie o dietach i kaloriach” – odetchnęłam z ulgą… W końcu miałam potwierdzenie, że moja intuicja mnie nie zawiodła (Tu możesz sprawdzić, jak to działa )..

Z każdą kolejną książką którą czytam, utwierdzam się w przekonaniu, że to dobra droga.
Czy dla wszystkich? Nie, bo jedna droga dobra dla wszystkich nie istnieje. Jest wiele chorób, w których rozpisana dieta jest pomocna. I wiele osób, które po prostu wolą taki sposób. Wielu dietetyków, którzy chcą pracować w taki sposób. Szanuję to. Ale warto wiedzieć, że nie jest to jedyna droga.

I warto mieć świadomość, że jeśli boimy się, że nie stosując idealnie zbilansowanej diety narażamy się na niedobory, stosowanie diet również niesie za sobą pewne zagrożenie. Bo sama dietetyka w czystej postaci nie uwzględnia zdrowia psychicznego. Tymczasem, wg WHO „zdrowie to nie tylko całkowity brak choroby, czy kalectwa, ale także stan pełnego, fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu”.

Christopher G. Fairburn, profesor psychiatrii, twórca naukowego programu samopomocy dla osób z zaburzeniami odżywiania, w swojej książce „Jak pokonać objadanie się” pisze:

„Dieta stanowi jedną z głównych przyczyn napadowego objadania się”

„Większość napadów objadania się obejmuje pokarmy, których dana osoba stara się uniknąć”

„Mimo, iż popularne i zapadające w pamięć pojęcie „wilczy apetyt na słodycze” stanowi mit”

„Zdarza się, że osoby stosujące rygorystyczna dietę określają ją jako „zdrowe odżywianie się” (…). Bez względu na to, jak zostaną one opisane, wszelkiego rodzaju dietetyczne ograniczenia, których założeniem jest przynajmniej częściowa utrata wagi lub zmiana figury, powinny być postrzegane jako stosowanie diety. (…) Istotną konsekwencją psychiczną jest to, że osoba stosująca dietę nie przestaje myśleć o jedzeniu i może również rozwinąć w sobie poczucie deprywacji. Niektóre osoby są całkowicie pochłonięte myślą o jedzeniu”.

Objadanie się to, obok anoreksji i bulimii, jedno z trzech (w niektórych podziałach pięciu)  zaburzeń odżywiania. Osoby, które go doświadczają opisują jego epizody jak „pęknięcie tamy”. Wiele osób nigdy nie zgłasza się z tym problemem do specjalisty. Jane Ogden w swojej książce „Psychologia odżywiania się” zwraca także uwagę, że czym większe restrykcje, tym większy efekt odbicia. Czym bardziej próbujemy wyeliminować z pożywienia pewne produkty, tym większe zagrożenie, że pojawią się kompulsywne myśli na temat jedzenia i destrukcyjne zachowania, jak objadanie się.

Nie jestem przeciwko pracy dietetyków. Zwłaszcza zajmujących się dietetyką kliniczną. Ale obecnie co druga kobieta w Polsce ma nadwagę lub jest otyła…. I możemy łudzić się, że przejdą one na idealnie skomponowaną dietę, podobnie jak ich mężowie i dzieci. Albo pomóc im zmienić nawyki żywieniowe, tak by same świadomie dokonywały mądrych wyborów i stopniowo wprowadziły zmiany z swoich rodzinach.

Kiedyś na jednym ze szkoleń usłyszałam „ale przecież nie jesteśmy w stanie zrobić tego idealnie, więc czy to ma sens?” Prowadzący odpowiedział. Z wprowadzaniem zmian w rodzinie jest jak z nauką języków. Być może my przeprowadzając się do innego kraju będziemy nowy język kaleczyć. Ale nasze dzieci będą mówiły jakby to był ich język ojczysty….

Dlatego uważam, że warto.
Jeżeli i Tobie idea zmiany wagi rozpisanego jadłospisu jest bliska, zapraszam Cię do polubienia Babskiejdiety na FB – poinformuję Cię o każdym nowym wpisie – może znajdziesz tam coś dla siebie 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o