Ostatnio jedna z Czytelniczek – którą serdecznie pozdrawiam:)  – napisała pod postem „Czas na zmiany”. Bardzo mnie to urzekło, bowiem tym, czego potrzebuje zmiana jest właśnie… czas.

Zapewne zgodzisz się ze mną, że są okresy w naszym życiu, kiedy niemal cała nasza przestrzeń psychofizyczna zawładnięta jest przez jeden aspekt naszego życia. Jak wtedy, kiedy zostajemy mamami, doświadczamy trudnego momentu w naszym życiu, przeżywamy chroniczny stres, mamy ciężki okres w pracy, problemy małżeńskie, rozkręcamy własny biznes itp.. Nawet pozytywne doświadczenia, jak budowa domu, przeprowadzka czy awans kosztują nas przecież mnóstwo energii.

Bywa więc tak, że naszych zasobów energetycznych pozostaje naprawdę niewiele. W pracy z moimi Klientkami przed wprowadzaniem zmian próbujemy owe zasoby określić. Zastanawiamy się, ile tak naprawdę, biorąc pod uwagę to, co się w ich życiu aktualnie dzieje, zostaje przestrzeni na zmianę. I kolejne kroki dopasowujemy właśnie to tych zasobów – nigdy odwrotnie.

Jest oczywistym, że młoda dziewczyna bez zobowiązań rodzinnych, będzie miała więcej zasobów energetycznych (fizycznych i psychicznych) niż młoda mama, która doświadcza tego, jak bardzo wyczerpującą (i często niedocenianą) pracą jest opieka nad dzieckiem.  Czasem w naszym życiu pojawiają się momenty tak trudne,  w których, mówiąc kolokwialnie „jedziemy na rezerwie”, „na pustym baku”.  Każda z nas doświadcza ich co pewien czas. Dlatego jest niezmiernie ważne, by trzeźwym okiem ocenić nasze zasoby i dopasować do nich kolejne kroki na drodze do zmiany naszych nawyków żywieniowych. W przeciwnym razie nasze portfele pełne będą niewykorzystanych karnetów na siłownię, nasze kuchnie zagracone wyciskarkami do soków, a szafy pełne ubrań, które „jeszcze kiedyś włożymy”.

Ważne też, by kiedy już dostrzeżemy potrzebę zmiany, dać sobie na nią…. czas.
By nie obwiniać się o to, że coś zaniedbałyśmy, nie próbować teraz tego nadrabiać na hurra. Znasz zapewne takie osoby – od Nowego Roku przechodzą na dietę, i z dnia na dzień żywią się w sposób, do jakiego inni dochodzili przez kilka lat. A po kilku dniach, góra tygodniach poddają się, mówiąc „to nie dla mnie”. I to prawda, bo to tak, jakby nie biegać od czasów podstawówki i nagle włożyć buty i próbować przebiec maraton. To po prostu niewykonalne. Każda osoba, która jednak przebiegła maraton, zaczynała od pierwszego kilometra…

Kiedy patrzymy na klepsydrę, kojarzy się nam ona niemal poetycko, skłania do refleksji nad uciekającym czasem, przywołuje myśli, że czas biegnie, należy więc działać szybko…
Ja wolę, kiedy  mówiąc o zmianach, jakie chcemy wprowadzić, mamy przed oczami zegar. Jego istotą jest to, że za każdym razem, kiedy wskazówki wskażą północ, zaczynają one swój bieg od początku.

 

Nie chodzi o to, by wprowadzanie zmian odkładać w nieskończoność. Niemal zawsze da się zrobić choćby niewielki krok w dobrym kierunku. Nieważne, jak będzie mały – ważne, żeby się nie zatrzymywać i cały czas iść na przód.

Dlatego, mówiąc „czas na zmiany” pamiętajmy proszę, że ważny jest moment w życiu, w jakim się na nie decydujemy oraz o tym, że by były one trwałe, muszą być rozłożone w czasie. Potrzebujemy „czasu dla zmiany”.

Jeżeli masz wątpliwości, przypomnij sobie proszę coś, z czego jesteś w swoim życiu naprawdę dumna – może z relacji z mężem, z tego, jak wychowujesz dzieci, jak pięknie urządziłaś dom, jak rozwija się Twoja kariera, jaki masz piękny ogród… Bardzo ciekawa jestem, że czego jesteś dumna. Nie dałoby się tego zrobić w ciągu 2-3 miesięcy, prawda? Bo wszystko, co trwałe, musi mieć solidne fundamenty…

Ku refleksji 🙂

P.S. Jeżeli interesuje Cię tematyka psychodietetyki, zapraszam Cie do polubienia strony Babskiej Diety na FB – wówczas poinformuję Cię o każdym nowym wpisie.
Więcej podobnych wpisów znajdziesz w zakładce Blog, natomiast w Inspiracjach możesz podejrzeć pomysły na kilka zdrowych dań 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o