Druga największa pułapka odchudzania.

Obserwuję to niemal u każdej osoby, która pragnie zrzucić wagę.

Jest to drugi z grzechów głównych u odchudzających się, zaraz po narzuceniu sobie drastycznego reżimu dietetycznego. Choć jest z nim nieodłącznie związany.

Przedstawiam Ci zjawisko zwane…. Syndromem Ostatniej Wieczerzy.

Więc zapadła decyzja. Od poniedziałku przechodzisz na dietę.
Koniec z kawą zamiast śniadania, czekoladkami na lunch w pracy (no co, klient podarował, szkoda, żeby się zmarnowały), drożdżówkami do kawy, na które zawsze namówi Cię Kaśka. Koniec z napojami gazowanymi,  batonami łapanymi przy kasie podczas zakupów w drodze z pracy do domu. Koniec z jedzeniem po 18, spożywaniem białego pieczywa, wszelkimi przekąskami do wieczornego filmu, jak chipsy i paluszki…

Od poniedziałku tylko koktajle z jarmużu, sałatki, zdrowe pieczywo, warzywka i kurczak/ryba na parze, a do oglądania Twojego ulubionego serialu na Netflixie… pokrojone w słupki marcheweczki.

No, plan niemal doskonały!

I kiedy już sobie tak wszystko poukładałaś, przeliczyłaś, zaplanowałaś… Kiedy już niemal widzisz te ułożone równiutko na talerzyku marcheweczki, kiedy wyobrażasz sobie, jak popijasz koktajl z buraka i jarmużu przegryzając selerem naciowym, kiedy niemalże czujesz w ustach smak sałatki z łososiem i przypominasz sobie, że przecież lubisz łososia, więc z łatwością dasz radę na takiej diecie…

Nagle…

Niemal słyszysz pukanie w drewno…. Co to? A…. to tylko w Twojej głowie nastąpiło… odpuszczenie grzechów. Pokuta została zaplanowana tak doskonale, że spokojnie możesz jeszcze trochę pogrzeszyć…

No więc skoro od poniedziałku, to dziś jeszcze te ekskluzywne czekoladki, które zostawiłaś na specjalną okazję. Widać, że to coś lepszego, ale to nic, przecież od poniedziałku koniec ze słodyczami, więc albo zjesz je dzisiaj, albo się zmarnują.

– Idę po drożdżówki, z kruszonką czy budyniem? – chwila zawahania, bo przecież miałaś nie jeść tych drożdżówek. Ale niespodziewanie w głowie słyszysz dźwięki psalmu (Aaaa -lle -luja! Aaaa-lle-luja! ) bo ogarnia Cię to miłe uczucie, jakby niebo nagle pojaśniało po ulewie, gdy przypominasz sobie, że przecież masz taki doskonały plan! Tak dopracowany, że nie ma bata, żebyś nie schudła jak tylko wprowadzisz go w życie…

– A wiesz co?  od poniedziałku idę na dietę, weź mi dziś obie!

Kaśka śmieje się zamykając drzwi. W końcu jak kochać to księcia, jak kraść to miliony! No i nic tak nie poprawia humoru przy nietrzymaniu zdrowej diety, jak świadomość, że kumpela też odpuściła.

Po pracy szybkie zakupy. Przy kasie jak zwykle o tej porze kolejka. Tobie już kiszki marsza grają, a tu ta staruszka z fioletową czupryną liczy miedziaki już trzeci raz. Na wyciągnięcie ręki leżą Twoje ulubione batoniki…. Przez chwilę czujesz to dziwne napięcie, i nagle głos w Twojej głowie mówi: „Hej, przecież dzisiaj jeszcze możesz!”.

I sama przekonujesz się, że tak ostateczne rozstanie na jakie się zdecydowałaś wymaga w końcu odpowiedniego pożegnania. Więc już bez wyrzutów kładziesz baton na taśmie z silnym postanowieniem, że to ten ostatni w Twoim życiu.

Wiesz już jak zakończy się ten wieczór.
Żeby nie kusiły Cię te wszystkie otwarte ptasie mleczka, ciasteczka, kilka pozostawionych jeszcze od świąt pierniczków, otwarta od wczoraj paczka chipsów, czy co tam jeszcze masz (hmmm, a może zostało jeszcze trochę tych pysznych lodów czekoladowych z karmelowym sosem ?) – wszystko zjesz podczas swojej Ostatniej Wieczerzy.

Bo przecież od poniedziałku…!

Znasz to prawda? Większość z nas to zna.
To tak, jakby nagle przyszło pismo z Urzędu Skarbowego, że przeoczyłyśmy jakiś podatek i teraz mamy do zapłacenia sporą karę – dajmy na to 5 kg, tj. 5 tysięcy.

A my, po chwili frustracji, ułożyłybyśmy tak doskonały plan spłaty, obiecały sobie, że tak bardzo zaciśniemy pasa iż… w końcu uznałybyśmy, że spokojnie możemy sobie pozwolić jeszcze na „małe” szaleństwo. Skoro i tak jest tyle do zrzucenia, tj. do zapłacenia. Więc – kierunek Galeria Handlowa i… kilka stówek w kieszeni mniej.

Tego byśmy nie zrobiły, prawda?

Pułapka polega na tym, że:

  • Wmawiamy sobie, że OSTATECZNIE się z czymś żegnamy – a takie myślenie z góry skazuje na porażkę, bo już Księga Rodzaju uczy, że zakazany owoc smakuje najlepiej 🙂
  • Wyznaczamy sobie tak mocną pokutę, że… dochodzimy do wniosku, iż spokojnie możemy sobie jeszcze na ten jeden grzeszek pozwolić. Hm… zrobiło się ciut religijnie. Tak czy owak,
    Dziewczyny, bez względu na to, jaki wybrałyście sposób na zgubienie nadmiaru kilogramów – Syndromowi Ostatniej Wieczerzy mówimy stanowcze NIE.
    Nic tak nie szkodzi Waszej figurze (i psychice w związku z odżywianiem się) jak gwałtowne ruchy.

Pamiętasz? De-spa-cito. 

P.S. Jeżeli interesuje Cię tematyka psychodietetyki, zapraszam Cię do polubienia strony Babskiej Diety na FB – wówczas poinformuję Cię o każdym nowym wpisie.
Więcej podobnych wpisów znajdziesz w zakładce Blog, natomiast w Inspiracjach znajdziesz pomysły na zdrowe i pyszne dania 🙂

I mam prośbę – zapomnij o starej zasadzie… śniadanie zjedz sama, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi.
Kolację zjedz – a z przyjacielem podziel się proszę tym wpisem 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o