Drogie Panie, na cześć naszego kolejnego grzeszku Michael Jackson nazwał jeden ze swoich wielkich przebojów: „Black or White”, matematycy stworzyli system binarny, zwany też zero-jedynkowym. A bank PNB-Paribas… swoją kultową reklamę, w której żona skłania męża do remontu łazienki!

Wiecie o czym mowa?

O myśleniu czarno-białym, zero-jedynkowym, w psychologii zwanym dychotomicznym.
A bardziej swojsko – syndromem
jak już, to już”, czy też „wszystko albo nic”.

Znacie to?

Alicja podeszła do sprawy racjonalnie. Wie już, że 95% osób, które schudły dzięki rozpisanej diecie, ostatecznie wraca do swojej wagi.
Więc Alicja rozpisanej diety nie chce.
Ale nadal łudzi się, że może jednak, chociaż te 5 kilo do wiosny… A potem to naprawdę, tak jak radzą , powolutku…

Więc Alicja sama narzuciła sobie dietę. Na początek odstawi słodycze. O. Tyle może zrobić sama. Na pewno krzywdy tym sobie nie zrobi.

Naturalnie jak świat światem wiadomo, że istnieje tylko jeden, jedyny właściwy dzień
na wprowadzanie zmiany nawyków żywieniowych
– poniedziałek.

Więc w niedzielę Alicja dojadła te wafelki (nie ominął jej bowiem słynny
Syndrom Ostatniej Wieczerzy)

i od poniedziałku NIC, ZERO, NULL… ani kawałeczka, ani kosteczki, ani cukru łyżeczki.

Do czwartku trzyma się świetnie. Ale po czwartku jest piątek i urodziny szefowej.
No niby nic się nie stanie jak tortu nie zje, ale raz, że trochę głupio odmówić, dwa, nie chce robić wokół siebie afery,
że nagle taka z niej Chodakowska.

No dobra, mały kawałek. Czy to zbrodnia?
Przecież skoro wytrzymała 4 dni, to zje kawałek i luz. Wróci do swojego niejedzenia słodyczy.

Zjadła. Pyszny był. Czekoladowy… jej ulubiony smak.

– To co dziewczyny? Jeszcze po kawałku, bo się zmarnuje? – pyta szefowa.

Nie! Alicja jest twarda. Dziękuje uprzejmie.

W domu jednak zastaje swoich panów grających na playstation w towarzystwie dużej łaciatej Milki.

– Kochanie, czekoladkę?

Alicja chwilę się waha, ale w końcu… przecież ten dzień i tak już można spisać na straty.
Częstuje się czekoladą, a potem kolejną, otwiera jeszcze paczkę Delicji i….

I niech pierwsza rzuci delicją ta z Was, która nigdy w życiu nie popełniła tego grzeszku!
W końcu jak to mówią „Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony”.
Wszystkie łapiemy się w tę pułapkę.

Pomyślisz pewnie, że Alicja nie powinna była wcale jeść tego ciasta, bo wiadomo było, że to się tak skończy? I tu się mylisz.

Bo… jedzenie to nie alkohol – nie da się go całkowicie odstawić. Takie myślenie to pułapka.
Jedyne do czego prowadzi, to do coraz większej fiksacji na zakazanych produktach. I na pewno nie jest to zdrowa, prawidłowa relacja z jedzeniem.

Nie da się odstawić słodyczy od dziś… na zawsze.
Są w naszej kulturze tak silnie zakorzenione, że to po prostu niemożliwe. I tak w końcu się złamiesz – kiedy – to tylko kwestia czasu. Czym dłuższa abstynencja (tu akurat analogia do alkoholu bardzo trafna), tym silniejsze potem rozhamowanie.

Alicja musi się nauczyć dwóch rzeczy.

Po pierwsze, że nie ma czegoś takiego jak zakazane produkty (co najwyżej takie, które nie są jej warte, ale to już inna historia).

Ale najważniejsze, to… umieć powiedzieć sobie… dość, jak śpiewała Chylińska 😊

Pewnie cały czas się zastanawiasz, o jaką chodzi reklamę?

No dobrze! Przyznaję! Może w tej jednej, jedynej sytuacji strategia „jak już, to już” zadziała.
Ale wyobraź sobie, że bank odmawia tej parze kredytu, jej mąż odkrywa podstęp,
a ona, bidula, za karę sama musi wszystko naprawić.

A potem, kiedy po kolejnych urodzinach szefowej wrócisz do domu, a ktoś poczęstuje Cię Milką, przypomnij sobie tę reklamę.
Wyobraź sobie tę kobietę, która zalewając się łzami naprawia tę umywalkę pomyśl, że … nie warto 😊

 

Na koniec przestroga!

Jeśli chodzi o wirusa myślenia „ wszystko albo nic” odkryto,
że szczególnie podatne są na niego kobiety w ciąży!
No bo przecież skoro i tak przytyjemy… To jaka to różnica 10 kilo, 15 czy 20?
To i tak trudno zrzucić 😊.
Mówię to jako niekwestionowany ekspert w tej dziedzinie, który w ciąży przytył…. ponad dwadzieścia kilogramów😊

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o