Czy wiesz, że nieprawidłowy obraz własnego ciała, nadmierne oczekiwania wobec siebie, dążenie do nieosiągalnego wzorca oraz presja ze strony otoczenia to główne zapalniki zaburzeń odżywiania?  Najbardziej narażone na nie są nastolatki i młode kobiety, u których, jak pokazują badania, istnieją największe rozbieżności pomiędzy „ja realnym” (tym jak wyglądam) a „ja idealnym” (zinternalizowany kulturowy ideał kobiecego ciała).

 

 

Jak kultura wpływa na postrzeganie ciała?

Żyjemy w tzw. kulturze transformacyjnej. Kulturze opartej na założeniu, że musimy się ciągle ulepszać, poprawiać, doskonalić – koniecznie korzystając z tego, co oferuje rynek dóbr i usług. Kultura ta mówi nam, że mamy być najlepszą wersja samych siebie. Ulepszamy więc paznokcie, rzęsy, brwi, usta, niekiedy też piersi, pupy i… kształtujemy ciała. Gdzie jednak leży bezpieczna granica i jak pomóc naszym córkom i wnuczkom nie zatracić się w tym dążeniu do doskonałości?

Kiedy myślimy o postrzeganiu ciała w naszej kulturze, nie sposób przejść obojętnie obok ikony tej kultury, od której, jak twierdzą niektórzy – wszystko się zaczęło.  Lalka Barbie – bo o niej mowa – ma już 60 lat.  Kiedy patrzę na jej idealnie wyrysowane brwi, piękne długie rzęsy, szczupłe ciało i twarz bez najmniejszej zmarszczki, a potem przyglądam się kobietom na ulicy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wzorzec piękna w obu przypadkach jest podobny.

Choć wydawałoby się, że lata świetności Barbie ma już dawno za sobą, okazuje się, że jej sprzedaż ma się całkiem dobrze – co sekundę na świecie jakaś dziewczynka staje się posiadaczką nowej lalki Barbie.

Gdyby Barbie była kobietą

Barbie powstała wg proporcji 1:6, co znaczy, że gdyby powiększyć ją 6-krotnie, miałaby wówczas wymiary dorosłej kobiety.
Czy rzeczywiście? No… niezupełnie.

W filmiku „Barbie okiem fizyka”, jaki ukazał się na kanale „Nauka. To lubię”, sprawdzono, że taka kobieta miała by ok. 175 cm wzrostu i ok. 50 kg wagi, co dałoby BMI równe 16.33. Taka wartość nie oznacza już tylko niedowagi, ale wręcz wychudzenie.

Talia takiej Barbie wyniosłaby 40 cm – wystarczyłoby zatem miejsca tylko na pół wątroby i kilkadziesiąt centymetrów jelita (zamiast 6 metrów)

 

 

Dwukrotnie dłuższa szyja nie byłaby w stanie utrzymać głowy, dwukrotnie mniejsze kostki  nie pozwoliłyby chodzić, a nadgarstki byłyby zbyt słabe, by utrzymać cokolwiek w dłoni.

Mamo, chcę być taka jak Barbie!

Skoro już wiemy, że Barbie byłaby kaleką, to może warto się zastanowić, czy taki wizerunek może rzeczywiście wpłynąć na postrzeganie ciała przez dziewczynki, które są jej głównymi adresatkami?

Okazuje się, ze tak. Badacze dysponujący lalkami Barbie o 4 typach sylwetki, sprawdzali, którą z lalek preferują dziewczynki w wieku 3-10 lat (z których ¾ deklarowało, że posiadają choćby jedną Barbie).

Te 4 typy sylwetek to:
1. Oryginalny
2. Wysoki – podobnie szczupła jak oryginał, o wyższych nogach
3. Drobny – niższa niż oryginał, równie szczupła
4. Zaokrąglony – o lekko zaokrąglonym brzuchu, pełniejszych udach i brakiem luki pomiędzy nimi.
Należy podkreślić, że w realnym świecie taka lalka nosiłaby rozmiar 4/6 co odpowiada naszemu 34/36!
Poza różnicami w proporcjach ciała, Barbie były identyczne. Tu możecie zobaczyć zdjęcia lalek.

Zadanie dziewczynek polegało na przypisaniu lalkom cech, tj, wskazanie, która z nich jest „szczęśliwa, mądra, ma przyjaciół, jest ładna, pomaga innym, a która smutna, niemądra, nie ma przyjaciół, jest nieładna i złośliwa”.

Jak się okazuje, dziewczynki wyraźnie preferowały Barbie szczupłe. Połowa dziewczynek stwierdziła, że Barbie o bardziej krągłych kształtach (przypomnijmy – rozmiar 34/36!) jest nieładna. To ona również była najczęściej wskazywana jako ta, która nie ma przyjaciół i najrzadziej, gdy chodziło o takie cechy jak bycie ładną, inteligentną i szczęśliwą.
Tylko 6% dziewczynek chciałoby się taką lalką bawić. Dlaczego? 1 na 4 zapytane dziewczynki określiła ją jako zbyt dużą, pulchną i krągłą.

 

To nie wszystko. Czy przyszło by nam do głowy, że już 3 letnie dziewczynki mają uprzedzenia w stosunku do grubszego ciała? W jednym z podobnych badań, poproszono dziewczynki w wieku 3-5 lat o przypisanie poszczególnych cech osobom ukazanym na rysunkach. Tu również osoby grubsze częściej określane były jako podłe, brzydkie, niechlujne i głośne.
A osoba przedstawiona na rysunku jako szczupła? Była postrzegana nie tylko jako miła i urocza, ale przypisywano jej również inteligencję i posiadanie wielu przyjaciół.

Te dwa badania, o których pisze PsychologyToday ukazują, jak wcześnie dzieci internalizują kulturowe wzorce estetyki. Naturalnie nie chodzi o to, by separować je od jakiejkolwiek części kultury.
Raczej o to, byśmy od najmłodszych lat uczyli dzieci refleksyjnego uczestnictwa w tej kulturze.

Bo we mnie jest sex  – czyli lalki jako element seksualizacji dziewcząt

Jak czytamy w raporcie APA (Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne) udostępnionym przez Stowarzyszenie Twoja Sprawa na temat seksualizacji dziewcząt (który możecie przeczytać tutaj), seksualizacja ma miejsce min. wówczas, gdy:

– „osoba jest dopasowana do normy, według której atrakcyjność fizyczna (wąsko zdefiniowana) oznacza bycie seksownym;
– osoba jest uprzedmiotowiona pod względem seksualnym (…)
– seksualność jest narzucona osobie w niewłaściwy sposób”

Jeżeli przyjrzymy się lalkom dla dzieci, łatwo dostrzeżemy, że nie tylko propagują nieosiągalny obraz ciała, ale również podkreślają cechy uznawane w kulturze zachodniej za seksualne: wcięcie w talii, duży biust, długie nogi. Również stroje lalek noszą znamiona seksualizacji (lalki przeznaczone dla małych dziewczynek ubrane w kozaczki, skórzane mini spódniczki, boa z piór, kuse bluzki itd.). Wspomniany raport zwraca też uwagę na uprzedmiotowienie wizerunku kobiety na przykładzie lalek Bratz, które „w reklamach ubrane są w stroje bikini, siedzą w jacuzzi, stoją bezczynnie i mieszają drinki , podczas gdy „chłopaki” grają na gitarze, i trzymają deski do surfingu, gotowi do działania” –  lalki możesz zobaczyć tutaj.

W raporcie możemy też przeczytać, że seksualizacja dotyczy też lalek, które pierwotnie takich cech nie posiadały. Autorzy podają za przykład lalki Troll, o których piszą: „Niskie, grube, aseksualne, aż proszące się o przytulenie lalki-trolle, które sprzedały się w milionach egzemplarzy w latach 60., odtworzono jako Trollz (a’la Bratz), grupę hip-hopowych nastolatów, którzy są „BFFL” (z ang. Najlepsi Przyjaciele na Całe Życie”) (..), lalki o pełnych ustach, z ogromnymi fryzurami, w mini-spódniczkach i z gołymi brzuchami, są sprzedawane dziewczynkom mającym zaledwie 4-8 lat”.

Autorzy wspominają także o zamiarze wypuszczenia lalek wzorowanych na grupie Pussycat Dolls, o której piszą „była grupa burleskowa znana ze skąpych strojów i bardzo zseksualizowanych tekstów. Przypomnijmy zatem jeden z nich z 2005r.:
„Nie chcesz, żeby Twoja dziewczyna była tak gorąca jak ja?”
(„Don’tcha wish your girlfirend was hot like me?”.
Szczęśliwie w wyniku protestów serię wycofano.

Jak zaszczepić w dziewczynkach odporność na nierealistyczny i zseksualizowany wzorzec kobiecego ciała?

Jak pokazują powyższe badania, nasza czujność wskazana jest od najmłodszych lat, bo już kilkuletnie dziewczynki narażone są na wszechobecny patologiczny wzorzec kobiecego ciała, gdzie nie tylko wychudzenie ale i seksualność to podstawowe atrybuty atrakcyjności i wyznacznik kobiecości. Jak pisze prof. Zbyszko Melosik, badacz socjologii kultury, w książce „Tożsamość, ciało i władza w kulturze instant”:

„Od wczesnego dzieciństwa płeć kobiety jest konstruowana właśnie przez jej wygląd. Kobieta – uprzedmiotawiana nieustannie przez innych (poprzez normatywne oczekiwania wobec jej ciała) – uprzedmiotawia sama siebie”

Jak zatem kształtować właściwą postawę dziewczynek wobec kulturalnych wzorców ciała?

Poniżej garść przykładów:

 Dobrym pomysłem w przypadku najmłodszych dziewczynek jest prezentowanie różnych zabawek i zwracanie uwagi na różnice między nimi. Idealnym przykładem może być lalka odzwierciedlająca postać Maszy z bajki Masza i Niedźwiedź. Zestawiając obok siebie te dwie zabawki, możemy wytłumaczyć naszym dzieciom, że i w jednym i drugim przypadku postacie zostały przekoloryzowane. Z tym, że w przypadku Barbie uwypuklono takie cechy jak nogi, talia, biust, w przypadku Maszy – głowę. Tak naprawdę ani dorosła kobieta ani dziewczynka tak nie wyglądają.

Kolejnym krokiem może być pokazanie córkom prac, przedstawiających karykatury znanych osób i zabawa z porównywanie ich do oryginałów. Dzięki temu można się przekonać, że na takich portretach również pewne części ciała zostają przekoloryzowane.
Polecam w tym celu zajrzeć na stronę Karykatura Super Prezent, choć naturalnie warto wybrać wcześniej takie obrazy, które są odpowiednie dla wieku i wrażliwości naszego dziecka.

Zachęcam też, by pobawić się w zgadywanie, jakie cechy poszczególnych postaci chcieli podkreślić twórcy bajek, choćby na przykładzie bajki Scooby Doo. Dlaczego bystra Velma została przedstawiona dużo mniej atrakcyjnie fizycznie niż Dapfne. I czy rzeczywiście tak jest, że bystrość wyklucza atrakcyjność? Pozwólmy dojść dzieciom do własnych wniosków.

Tu nasuwa się kolejne pytanie. Czy atrakcyjność zawsze musi oznaczać seksualizację obiektu? Ze starszymi dziewczynkami (!) warto rozmawiać o tym, jakie tak naprawdę cechy symbolizuje Barbie. Dlatego akurat długie włosy, nieskazitelna cera, chorobliwa szczupłość, obfity biust, szczupła talia zostały tak mocno wyeksponowane. Zastanówmy się razem, co naprawdę oznacza dla nas piękno? Jaka jest nasza własna definicja?
W ten (delikatny!) sposób i z wyczuciem możemy poruszyć temat seksualizacji życia publicznego. Dlaczego trenerki fit, instagramerki pokazują się z takiej strony.

Możemy posłużyć się wizerunkami ikon stylu, jak księżna Kate Middleton, ale też Oprah Winfrey, żeby pokazać, że atrakcyjność może mieć różne rozmiary. Potem możemy pokazać zdjęcia celebrytów, które bardziej odpowiadają wizerunkowi Barbie i ten sposób poprowadzić dziewczynki ku refleksji, czym jest styl, klasa, umiar, kobiecość, która nie musi i nie powinna być definiowana przez rozmiar na metce, ani tym bardziej mieć wymiaru seksualnego.

Na koniec, to też porada dla mam starszych dziewczynek, możemy pokazać różne wzorce piękna na podstawie fotografii kobiet, które różnią się od wzorca europejskiego, a w swoich kulturach uchodzą za prawdziwe piękności. Tu pomocne mogą być książki Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na krańcu świata”. Zobaczymy tam  kobiety z krążkami w dolnej wardze z etiopskiego plemienia Mursi, Masajki, z ogolonymi głowami, kobiety z Tajlandii noszące na szyi obręcze czy Namibijki z plemienia Himba, które pokrywają ciała i włosy czerwoną mazią. Możesz tez skorzystać ze zdjęć zamieszczonych tu.

 A sięgając po portery kobiet namalowanych przez słynnych malarzy możemy pokazać, że wzorzec piękna różny jest nie tylko w zależności od miejsca na świecie, ale też jest osadzony w czasie, ma swój „termin ważności” i zmieniał się na przestrzeni wieków. Od wizerunku bogini z zarysowanymi mięśniami w starożytności, przez wydatne czoło, szczególnie cenione w średniowieczu, eteryczne kobiety renesansu, które na obrazach mistrzów miały pociągłe twarze, wąskie nosy, cienkie brwi i smukłe dłonie. Kobiety na barokowych obrazach z jednej strony mogą mieć obfite kształty (zwane od nazwiska malarza rubensowskimi),  z drugiej pokazane mogą być w zupełnie nieseksualny sposób jak na obrazach Caravaggia (naturalnie tu konieczne jest wyczucie).

O czym warto pamiętać

Przede wszystkim o tym, żeby w ogóle podejmować z dziećmi temat cielesności, kobiecości i atrakcyjności. Często jedyne co słyszą nasze córki, to nasze własne utyskiwanie na mankamenty własnego ciała. Tymczasem badania pokazują, że stosunek do własnego ciała dziewcząt w dużej mierze zależy od tego, jaki stosunek do swojego ciała miały ich mamy.

I jeszcze jedna uwaga. Warto pamiętać o tym, że (zgodnie z duchem Dialogu Motywacyjnego) największą wartość mają te wnioski, do których dochodzimy sami. Dlatego nie chodzi o to, by w moralizatorskim tonie wypowiadać się o Barbie i odbierać przyjemność z zabawy. Raczej o delikatne naprowadzanie i towarzyszenie dzieciom w dochodzeniu do własnych wniosków.

Istnieje takie powiedzenie, że kto przewozi kogoś łódką na drugą stronę, sam tam dopływa. Może się więc okazać, że kiedy przepracujemy z naszymi córkami te wszystkie punkty, dokonamy czegoś w rodzaju autoterapii i zmienimy własne przekonania na temat kobiecego ciała.

Nasze córki od najmłodszych lat uczestniczą w kulturze transformacyjnej, której naczelną ideą jest ulepszanie. Co to znaczy? Że główny przekaz tej kultury brzmi „nigdy nie jesteś dobra taka jaka jesteś” i zawsze znajdzie się ktoś, kto za sprawą odpowiednich dóbr lub usług pomoże Ci być „najlepszą wersją siebie”.

Jest to też kultura konsumpcjonizmu i sztucznego kreowania potrzeb. Dlatego tak ważne jest, byśmy od najmłodszych lat uczyły nasze córki jak nie stać się zakompleksionym produktem tej kultury, gotowym wydać połowę wypłaty na „ulepszanie siebie”.

Jeden obowiązujący wzorzec estetyki kobiecego ciała jest dyskryminujący dla osób z nadwagą i otyłością, ale też jest barierą, która  utrudnia zmianę nawyków żywieniowych tym z nas, które się z takim wzorcem nie identyfikują. Zmiana stylu życia i troska o własne zdrowie powinny być powszechne i takie wartości warto przekazywać naszym dzieciom. Tymczasem postawienie znaku równości między zdrowym odżywianiem a atrakcyjnością fizyczną czy wręcz seksualną to stawianie barier przed osobami, dla których te sfery naszego życia nie mają takiego znaczenia lub które wręcz czują, że to ich nie dotyczy.

Dlatego powstała BabskaDieta. Bo wierzę, że na nas, kobietach, kultura masowa wywiera presje największą. I potrzebujemy własnej przestrzeni w której jest miejsce na integrację wszystkich aspektów psychodietetyki, w tym postrzegania kobiecego ciała w kulturze.
Zmiana nawyków żywieniowych? Tak, ale na naszych warunkach a nie pod presją lansowanego przez kulturę masową „jedynego” wzoru kobiecości.

O Barbie pisałam już w tym wpisie. Jeżeli jest ktoś, komu ten wpis może się przydać podziel się nim proszę na FB – wtedy razem robimy coś fajnego. Dziękuję.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o