Więc stało się. Podjęłaś wyzwanie, umówiłaś się do dietetyka, po kilku dniach otrzymujesz mailem gotowy jadłospis. Nooo, wygląda całkiem smakowicie. Kolorowe zdjęcia, zachęcająca lista zakupów…

Pełna zapału biegniesz do marketu, wracasz w siatkami pełnymi warzyw, owoców, kasz, orzechów. No! Zaczyna się wielka zmiana!

Pierwsze dni są nawet, nawet. Na śniadanie kanapka z awokado i pomidorem, drugie śniadanie serek grani z miodem, gruszką i cynamonem. Obiad – roladki z indyka z brązowym ryżem i sałatką.
„To jest naprawdę dobre!” myślisz sobie.

A reszta rodziny? Nie, no wiadomo, że kilkuletni synek nie tknie sałatki z łososia, więc jemu gotujesz normalnie, to co lubi. Mąż? Nie, on „nie musi się odchudzać” (w domyśle, zdrowe odżywianie go nie obowiązuje). Wiadomo, facet musi zjeść coś konkretnego. Czyli jakieś zrazy, ziemniaczki, tłuszczyk do tego. Albo schabowy.

Siadacie wspólnie do niedzielnego obiadu. Oni do rosołku i pieczonego kurczaka – przygotowanego rzecz jasna przez Ciebie – Ty, też do kurczaka, tyle, że bez skórki, gotowanego na parze z dodatkiem groszku z marchewką (bez masełka). Trochę Ci przykro, ale jeszcze duma z tego, że jesteś tak silna rozpycha się w Twoim umyśle bardziej niż zapach pieczonej skórki kurczaka.

Mija kolejny tydzień. Nadchodzi sobota, dzień, kiedy śniadanie robi mąż. Ubrany w fartuszek wita Cię z uśmiechem, podając kubek aromatycznej kawy i tańczy po kuchni z łopatką w dłoni. Fajny facet. I robi świetne naleśniki, które dzieciaki uwielbiają. Sobotnie wspólne śniadania to Wasza tradycja. Przedłużają się do południa, nikomu nigdzie się nie spieszy. Wreszcie możecie po całym tygodniu widywania się w locie nacieszyć się sobą.

Dziś będzie trochę inaczej. Bo Ty nie będziesz jeść naleśników. Co tam dziś masz? No tak, musli z jogurtem naturalnym. Mogłabyś przysiąc, że jeszcze kilka dni temu, w pracy, bardzo Ci to musli smakowało. Ale dziś, kiedy po kuchni roznosi się zapach naleśników  – jakoś nie masz na nie ochoty.

– no daj spokój! Jednego możesz sobie zjeść! – namawia mąż.

Co zrobisz?
Sięgniesz po naleśnika, ze świadomością, że pewnie na jednym się  nie skończy i wyłamiesz się tym samym z reżimu dietetycznego? Czy zjesz swoje musli, wyłamując się z waszego rodzinnego rytuału, który stanowi część kultury Waszej rodziny?

I tu dochodzimy do sedna tego, co chcę Ci powiedzieć.

Paragraf 4 Kodeksu Karnego odchudzania ma związek z kulturową funkcją jedzenia. Bo jak wiesz, jedzenie pełni wiele funkcji w zaspokajaniu naszych potrzeb, a fizjologiczna, ta, na którą nacisk kładzie dietetyka, to tylko jedna z nich.

Rola kultury w naszym sposobie odżywiania, ale także w zmianie nawyków żywieniowych, to temat niezwykle szeroki.
Dziś chcę skierować Twoją uwagę na jej niewielki fragment.
Otóż każdy system tworzy własną kulturę, a w tym niezwykle szerokim pojęciu zawierają się też przyzwyczajenia kulinarne. I tak jak Azjaci mają swoje kultowe sushi, Hindusi curry, a Polacy bigos, tak Państwo Kowalscy czy Iksińscy mają przez lata wypracowany zbiór potraw, które uważają za „swoje”.
Czasem czerpiemy inspirację od innych (przepis na pyszny sernik z bezą od teściowej), czasem ze zdziwieniem zauważamy jak inaczej je się w innych domach.
Pamiętam moje zdziwienie, kiedy podczas wakacji na wsi ciocia poczęstowała mnie rosołem z…. bułką! Przecież rosół bez makaronu to nie rosół!

Ta rodzinna kultura jedzenia może dotyczyć też pór posiłków. Nieraz obserwowałam jak znajomi punkt 13.00 zbierali się z upalnej plaży żeby iść na obiad – ciepłą, smażoną rybę. Oni z kolei mogli być równie zdziwieni, kiedy zastawali nas przy „obiedzie” o 17.

Nasza kultura jedzenia to też to, co spożywamy na poszczególne posiłki.
Są domy, w których zupa na śniadanie jest normą. Dla innych nie ma śniadania bez kanapki. Ktoś inny lubi przyrządzić coś na ciepło, np. jaglankę, owsiankę, czy jajecznicę. Są domy, w których raz przygotowany posiłek je się przez kilka dni, i takie, w których jest to nie do pomyślenia. I to wszystko jest NORMALNE.

W końcu, każda rodzina ma też własne rytuały, jak np. sobotnie śniadania, na które mąż zawsze smaży naleśniki. Albo ciasto w niedzielne popołudnie, przy którym całą rodziną gracie w planszówki.
Osobiście uważam, że takie rytuały to świętość. Pełnią też funkcję socjalizacyjną, o której napiszę w którymś z kolejnych wpisów.
I trzeba tak wprowadzać zmiany w żywieniu naszych rodzin, żeby te rytuały uchronić.

Dlatego kiedy nagle próbujemy dokonać rewolucji, jesteśmy od razu skazani na porażkę. Nawet gdyby nowe posiłki były rzeczywiście bardzo smaczne, nie da się tak po prostu odciąć od naszej rodzinnej kuchni, którą tworzyliśmy przez wiele lat – od dziś, na wiele tygodni albo miesięcy. A już na pewno nie na zawsze.

Można to porównać do posiłków spożywanych na tzw. wakacjach all-inclusive. Choćby i były bardzo smaczne, a nawet nie wymagały od nas żadnej pracy, po kilku, najdalej kilkunastu dniach zaczynamy tęsknić do znajomych smaków.

Moja rada?

 Zaczynamy od małych kroków. Staramy się ulepszać nasze potrawy, tak by miały więcej wartości odżywczej, zamiast robić rewolucję i wprowadzać zupełnie nowe potrawy.

 Oto kilka przykładów:

Nie ma chyba takiego dania obiadowego, do którego nie można by dodać porcji owoców lub warzyw. To one powinny być podstawą naszej diety – jeśli pojawią się przy każdym posiłku, będzie to już ogromny krok na przód.
Z czasem wprowadź zasadę – do każdej kanapki owoc lub warzywo. Do każdego dania na słodko (np. naleśniki) – porcja świeżych owoców. Do każdego innego –  porcja warzyw. Owoce i warzywa mogą być w formie surowej, gotowanej, pieczonej, smażonej, w formie koktajlu  lub smoothie.

Spróbujmy zastąpić białą mąkę  – mąką z pełnego przemiału:
Może spróbujesz zastąpić cześć makaronu w ulubionej zupie pełnoziarnistym? Ale tak stopniowo, w sposób niemal niezauważalny? Po prostu zamieńmy 1/3, 1-4 porcji białego na pełnoziarnisty. Przygotowujesz naleśniki lub pizzę? Połowę porcji białej mąki pszennej zastąp pełnoziarnistą. Z czasem, jeżeli rodzina zaakceptuje zmianę – możesz zwiększyć proporcje

Spisz posiłki, które chcesz przygotować w następnym tygodniu. Postaraj się, by źródła węglowodanów złożonych nie powtarzały się. Co to znaczy?  Jeżeli raz pojawiają się ziemniaki, w inne dni warto sięgnąć po kaszę: jaglaną, gryczaną, pęczak, płatki owsiane, makaron razowy, brązowy ryż (pamiętając o tym, że warto dać reszcie rodziny czas na przyzwyczajenie do nowego smaku).

Mój syn zaczynał jeść szpinak od jednego listka. Tak. JEDNEGO 😊

Dajmy sobie i rodzinie czas na przyzwyczajenie się do nowego smaku.

Jeżeli uda Ci się wprowadzić te zmiany, zerknij proszę na >> Piramidę Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej << bo może się okazać, że właśnie udało Ci się wprowadzić do kuchni jej podstawy 😊

Poniżej możesz zobaczyć, jak wygląda pogodzenie zdrowego odżywiania z regionalnymi tradycjami kulinarnymi w moim domu.

Województwo wielkopolskie – jak wiadomo: pyrą stoi.

Za czasów mojego dzieciństwa normą było, że każda szanująca się pani domu w piątek przyrządzała danie bezmięsne. Zatem piątek to idealny dzień na klasykę kuchni poznańskiej – pyry z gzikiem.

Czyli ziemniaki gotowane w mundurkach,  podawane z twarogiem ze śmietanką. I choć uważam, że to jedno ze zdrowszych dań tradycyjnej kuchni regionalnej, z czasem w moim domu ewoluowało do jeszcze bardziej wartościowej postaci.

Twarożek ze śmietaną z czasem został wyparty twarożkiem z nerkowców (orzechy to świetne roślinne źródło tłuszczów). Gotowane ziemniaki zastąpione zostały pieczonymi – do takich sałatka z warzyw smakuje dużo lepiej.
Dodaję do niej prażone pestki słonecznika i dyni oraz podpieczone orzechy. Ewolucja – tak. Rewolucja – nie 🙂

To tylko przykład tego, że wcale nie musimy rezygnować z ulubionych dań i naszej rodzinnej kultury jedzenia. Spróbujmy tylko sprawić, że znane nam od lat dania, będą jeszcze bardziej wartościowe.

A Wy? Macie jakieś tradycyjne dania, które z czasem udało Wam się „ulepszyć”?

Jeżeli jest ktoś, komu ten wpis może się przydać przyjacielem podziel się nim proszę na FB – wtedy razem robimy coś fajnego 🙂.
Dziękuję, że tu zaglądasz. To Twoja obecność tutaj nadaje sens mojej pracy ♥

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o